Z piekła przez piekło do piekła
“(…) niebezpieczny jest Czerwony Krzyż i fatalnie działa całe to cholerne gówno nazywane przez Zachód pomocą dla krajów rozwijających się.”…
Spacerem przez świat zabiorę Cię w podróż dookoła przygód
Spacerem przez świat zabiorę Cię w podróż dookoła przygód

“(…) niebezpieczny jest Czerwony Krzyż i fatalnie działa całe to cholerne gówno nazywane przez Zachód pomocą dla krajów rozwijających się.”…
Gotowanie po chińsku jest jak czary mary. – Can I have chop sticks, please? – zanurkowałam wzrokiem za kontuar i pokazałam gestem, o jakie narzędzie mi chodzi. Byłam w Chinatown. W państwie mieście. U Chińczyków złych, że nie są u Chińczyków – tych prawdziwych, a nie tych z importu. Najeżeni jak duriany i podobnie niebezpieczni, drożsi niż Tajowie, smaczni jeszcze mniej. Ostentacyjni i nieprzysiadalni Chińczycy w Bangkoku.
Żeby nie było nudno jedzącemu, to wszystko w tej potrawie jest zaskakujące. Nie będąc specjalnym fanatykiem jedzenia, choć zdecydowanie testerem nowości wszelakich, nie tylko kulinarnych, w życiu bym się nie domyśliła, co właśnie spożywam, gdyby – tak, jak to się dzieje na filmach o terrorystach – zawiązali mi oczy i kazali zgadnąć, co jem. Na Allaha, oblałabym!
To był rzeczywiście szczęśliwy traf.
Na Bali policja uwielbia haltować turystów pod byle pretekstem i łapówki na mandaty należy wliczyć w budżet wyprawy, w tym przypadku jednak wszelkie preteksty były niepotrzebne. Nie wyglądaliśmy zbyt przepisowo. Zwłaszcza lądując w rowie przy jakimś nieodpowiednio wyważonym zakręcie. Na szczęście żadnej desce nic się nie stało, ucierpiało tylko moje kolano i to nieznacznie.
– Look at the stars – zatrzymał mnie, jak zamykałam drzwi do swojego pokoju kierowana natychmiastowym zamiarem zbiegnięcia po schodach do lodówki, która znajdowała się na parterze.
– Beautiful – odwróciłam się w kierunku przeciwnym do morza, czyli tam gdzie pokazywał.
Lubiłam tembr jego głosu – ciepły, zamyślony i nieobecny i to jak zjawiał się, a potem znikał bezszelestnie na moim kawałku tarasu.
Wzięłam pokój narożny, bo zawsze, jeśli mogłam wybierać, to wybierałam swoją ulubioną opcję.
– Man, there was a fucking hell in Chiang Mai!!!/ Chaing Mai to było piekło! – rzucił z irlandzkim akcentem,…
Ladyboy był takm sobie masażystą, no ale był ladyboyem! Najpierw umył mi stopy, więc mogłam mu się przyjrzeć. Wyższy o…
Społeczność mojego hostelu w China Town w Bangkoku tworzyli ludzie, wśród których próbowałam się bezskutecznie odnaleźć. Bardziej wariaci niż podróżnicy. Może udzieliła im się atmosfera pobliskiego dworca? A dlaczego wybrałam hostel właśnie w tamtych rejonach?
– Where is your husband? – wyrwało mnie znad porannej masala tea pytanie z rodzaju głupich.
– Home – popiłam.
– Why?
– That’s the husband place.
Nie polemizował, za to zainteresował się gabarytami.
– Is big?