Mapa

Plaża na Ko Samui. Lokalna kobieta sprzedaje owoce. Egzotyczne maski na użytek turystów.

Spis treści? Ale o co chodzi?

Wirtualny rozbitku właśnie wyłowiłeś list w butelce!

Czytelniku, a pewnie raczej Czytelniczko –  bo na tyle na ile ogarniam realia i statystyki, istnieje duże prawdopodobieństwo, że jesteś kobietą – dzień dobry, dobry wieczór, dobranoc (ja lubię czytać i pisać po nocy) – jednym słowem, cieszę się, że tutaj jesteś! I czytasz tę wiadomość. Ty może jeszcze niekoniecznie, ale postaram się to zmienić.

Chociaż bez przesady: nic na siłę, za to wszystko na luzie, choć czasem bardziej realistycznym i mniej różowym.

A więc internauto, żywy człowieku błądzący po wirtualnym świecie (oby nie topiący się w nim), oto spis artykułów.

Dla ułatwienia stosuję tę nazwę, choć możliwe jest także użycie synonimicznych skojarzeń tj. spis rzeczy, rozsypane rozdziały, na chybił trafił, przegląd opowieści, treści przygodowe, zapiski na żywca, niedoskonałość wspomnień…dobra, popłynęłam.

Jeśli przypadkowo jesteś facetem, nie zrażaj się. Też możesz poczytać, pooglądać obrazki. Może zostawić swój ślad w komentarzach? Pośmiać się albo poniezgadzać?

Możesz cokolwiek! I to bez względu na płeć. Hejtować raczej nie ma po co, bo nie piszę Ci na złość, tylko raczej ku uciesze, ku przestrodze (omg!), ku refleksji (nieco górnolotnie sformułowane – pewnie w przyszłości podstawię tu inny zamiennik).

Nurkuj więc w spis treści

Możesz skakać niechronologicznie i z każdej strony basenu. Skoki poza barierkę grożą “nothing found” albo “discovery”. Blogosfera jest jak ocean. Oby niebieski, a nie czerwony. Znasz tę teorię?

Dobra, pora na praktykę, czyli listę klikalnych artykułów:

Żartowałam! Jeszcze sporo przed Tobą:

Amores perros
Daleko od Polski blisko do Polski
Linie papilarne Azji
One dollar baby
One nothing for sale
Muay thai tango
Never regret there is no toilette on the bus
I nie stanie się nic aż do końca
Piękni państwo Pitt i nad morzem
Jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie
Królowa pustyni i dwie pozostałe
Prowadzona przez dzieci ulicy
Szamani z importu
Urodziny bloga i prezenty gwiazdkowe (były i nieaktualne)
Lombok survival
Chmury nie oznaczają deszczu
Czekolada
Czerwona ziemia, granaty i butelki z benzyną
Tam, gdzie tańczą Apsary
Zostawcie Titanica
Jak postanowiałam zostać agentem do zadań specjalnych
Me llaman calle
Azja, kobieta, skuter i 11 sposobów na sukces
2 koty w walizce
Pierwsze kroki w kraju słonia i kalkulatora
Dżana w dżungli ( w przygotowaniu)
Z piekła przez piekło do piekła
Wsiąść do pociągu
Warszawskie plaże. Improwizacja na weekend.
Świnoujście niemieckie polskie miasto
Modelka od pierwszego wejrzenia
Włoskie wakacje. Nienasyceni po latach.
Allah akbar!
Jak przeżyć trzęsienie ziemi

A jednak…

Corpus Christi Fashion
Ipoh street art walk
Aloo gobi, czyli potrawka z kalafiora – przypadek beznadziejny
Mekong dream
Laotańskie drogi i koreańskie lekarstwo (lub na odwrót)
Pułapki Wietkongu, czyli król szczurów w słodkiej panierce
Devil’s ride
Are u a monkey?
Egzotyczne maski i europejskie wyobrażenia
Qatar Airways, Kingfisher nie w Doha i rozmówki polsko-indyjskie
Mistyczny jarmark, slow life i pogrzeb na Bali
Opowieść pewnego emigranta
Konstelacja wodnika i dziewczyna widmo
Cyberspace is home
5 błędów poznawczych i fatum na Goa
Być sobą czy jedną z wielu marchewek?
Godzina w Chile i 3 miesiące w Malezji
7 sposobów na tani transport w Azji. Niezbędnik niskobudżetowy.
Siano i kokosy, czyli bluff a la kominek
Dzisiaj narysujemy szok
Dolina Strążyska bez makijażu
Karty walutowe w Azji (sorry za łopatologiczny tytuł)
Sudan na bezdechu
Święty ogień i ocalałe chusty
28 koreańskich fryzur i imponująca kolekcja cudów
Tajski masaż zamiast lunchu
Notatki z życia backpackersa
Seks, kłamstwa i filmy
Durian jest jak Chinatown
Happy Songkran Festival! Thank you!
Szwedzki bufet
oraz nocleg Twoich marzeń na 7 sposóbów

Update, bo przecież nadal piszę 😉

W międzyczasie zabłądziłam i oczywiście odnalazłam się w Ameryce Centralnej. To była ponad półroczna podróż od Meksyku do Panamy. Ponieważ środkowoamerykański internet okazał się nie mieć nic wspólnego z hulającym indyjskim, co bardzo zweryfikowało moje plany piśmiennicze…tak bardzo, że napisałam książkę (jeszcze chwila cierpliwości, jeśli chcesz, rozbitku, ją przeczytać) i tylko dwie opowieści:

Jak nielegalnie wynająć samochód w Meksyku

I tę poniższą. Załączam grafikę, bo zawiera cenną mapę podróży oraz jakże prawdziwe motto 🙂

Zaraz pod nią, a precyzyjnie rzecz ujmując, na południe od Gwatemali, dzieje się życie na Marsie. W tym przypadku w amerykańskiej ambasadzie.

Gringa w Gwatemali

Przepustka do Disneylandu, czyli życie na Marsie

Ponadto w spisie treści należy umieścić jeszcze następujące rozdziały:

Baba Chanel, czyli walentyki w domu starców
Bałkański spleen
Prisztina młodsza o 10 lat
Travel mate? Kto to taki i jak go przegapić
Dubrownik gra o tron dla najlepszego turysty
Pocztówka z Goa
Latino szejk 

Jeśli coś pominęłam, to na pewno znajdziesz 🙂

Zapomniałam dodać, że akcja najczęściej dzieje się w podróży, bo nic nie czyni człowieka tak wesołym jak Droga. Tylko czy na stałym lądzie człowiek znajduje list w butelce?

Piszcie do mnie na poste restante: