2 105 odsłon72 komentarze

Przepustka do Disneylandu, czyli życie na Marsie

To nie jest artykuł instruktażowy dla ludzi ubiegających się o wizę do USA

Jeśli trafiliście tutaj w tym celu, przewróćcie kartkę – 4 strony wstecz – i poczytajcie o tym, dlaczego warto jechać na Erasmusa. Do tego wystarczy polski dowód i status studenta, który nota bene może się przydać, choć nie musi, w staraniach o tę najdroższą wizę świata. Jeśli nie jesteś Polakiem, to również nie czytaj tego artykułu, tylko ciesz się życiem!

Pierwszy krok do Disneylandu to wiza do USA

Chyba, że wolisz marznąć na Pięknej 12.

Ambasada amerykańska

– And this is American Embassy – naszą kolejkę mijają dwie dziewczyny.

Disneyland w Orlando prawie jak ambasada amerykańska na Pięknej 12. Wiza do USA to przepustka do królestwa Myszki Miki.

Pierwsza z nich wyjaśnia tej drugiej z mocnym polskim akcentem przyczynę tej zupełnie nieoczywistej sytuacji w styczniu 2017 roku na ulicy o wyżej wspomnianej poetyckiej nazwie. No bo pada śnieg, pogoda nie sprzyja piknikom na świeżym powietrzu, a tu ludzie i kanapki jedzą (wnieść do środka nie można) i butelki z wodą odstawiają na zewnętrznym parapecie (tym bardziej pić na terenie państwa amerykańskiego nie można), a niektórzy palą papierosy (Piękna to nie Florida Avenue, więc nikt nie zabroni). Każdy dzierży teczkę i nadzieję na cud  też zabrał w tę kolejkę. Tak dla towarzystwa. Gdyby nie ta śnieżna biel, chciałby się aż dodać, że w brudnym świcie smutnych miast.

Ulica w Orlando

Czy starczy dla nich towaru? – myślą wszyscy razem i każdy z osobna. Ano zobaczymy, na kogo padnie na tego bęc. Niektórzy pozajmowali kolejkę i pobiegli załatwiać jakieś sprawy, bo wiza do USA wizą, ą życie toczy się dalej. Oświeceni udali się na spacer do Parku Ujazdowskiego w celu uważnej medytacji. Inni dzwonią – bo na zewnątrz, jeszcze w Polsce, można – że się spóźnią do pracy, inni że Kubuś się rozchorował i chyba dziś nie przyjdą. Każdy jakoś sobie radzi, a ja najmniej, bo ubrałam się w sukienkę, a nie w kalesony i walonki.

Perspektywa z dystansu

Ta druga – turystyka, która idzie zwiedzać Łazienki, obowiązkowy punkt programu – ma tak zdziwioną minę, jakby wylądowała właśnie na Marsie, a nie w Warszawie. Zresztą ja też urwałam się kreskówki. W chwili kiedy ujrzałam tę kolejkę, wydawało mi się, że to jeszcze ciąg dalszy tego snu z Martyną Wojciechowską w chatce z bambusa. W sąsiedniej wszyscy pili piwo i whisky z bananowca, my jakiś sok z kokosa i ona do mówi znad tej łupiny: weź to ode mnie, bo mi się już nie chce. Będziesz sobie jeździć z tymi ochlejami, tylko musisz wpisać to w balance sheet jako koszty uzyskania przychodu, a te wydatki najlepiej rozliczać jako połączenia telefoniczne. Nie uwierzyłam. Tzn. w tym śnie wydało mi się to logiczne, podobnie jak logiczne były kolejki w PRL-u, a czasem nawet czołgi na ulicach.  I wiele innych rzeczy, które dzisiaj świetnie się nadają na scenariusz flimu SF.

Disneyland, Floryda

Magia PRLu

PKP, Urząd Skarbowy, Poczta Polska – zaczęłam sobie gorączkowo przypominać wszystkie kolejki, w których zdarzało mi się ostatnio stać, ta jednak była bezkonkurencyjna. To była kolejka po kubańskie pomarańcze! Dokładanie taka, jaką pamiętałam z dzieciństwa. Kartki w sumie też mieliśmy. Na Pięknej brakowało tylko matek z dziećmi i kobiet w ciąży. Reszta się zgadzała. Nawet to boczne okienko – spod lady – czyli paszporty dyplomatyczne. Zaczęłam żałować zmarnowanych szans – pracy w MSZ albo ABW. Człowiek młody, głupi, nie wie, co jest w życiu ważne, trzyma się kurczowo niepewnej posady podróżnika, freelancera spuszczonego ze smyczy korporacji…zaczęłam przypominać sobie wszystkie zasadnicze błędy życiowe, złe decyzje, które aktualnie składały się na moje kolejkowe położenie…nie zostałam w Nowej Zelandii, miałabym taki ładny paszport z detalem w kształcie roślinki, nie wyszłam za mąż za Amerykanina, skończyłam polonistykę (to akurat miało niewielkie znaczenie), nie napisałam doktoratu (chyba też drugorzędne), nie wyspałam się (może byłoby mniej zimno), zgubiłam paszport (całe szczęście, że nie ten z wizą amerykańską!), a jeszcze dawniej nie wyemigrowałam z rodzicami do Stanów. To akurat był ich błąd, ale może gdybym się upierała, że chcę poznać Myszkę Miki…

Z Myszką Miki i Waltem Disneyem w Disneylandzie

Paszport RP i wiza do USA

Najwyraźniej wszystko w moim życiu poszło nie tak, począwszy od aktu urodzenia – to musiało być karmiczne – i dlatego, że narozrabiałam w poprzednich wcieleniach, pewnie oskalpowałam ze trzech szeryfów, to skazali mnie na tę kolejkę i polski paszport.

Godzina dziesiąta dawno minęła, a nawet jedenasta. Słońce nadal nie wychodziło zza śnieżnych chmur, ale jako osoba spostrzegawcza i przedsiębiorcza, udałam się do trzeciego z kolei ochroniarza – było zimno, więc zmieniali wartę średnio co kwadrans, a poprzedni dwaj zostali przeszkoleni w negocjacjach.

– Mam spotkanie z konsulem na 10. Przyjmie mnie, jak się spóźnię półtorej godziny? – zapytałam, zmieniając taktykę z „muszę wejść, bo jestem umówiona na dziesiątą”

– Pani stoi! Wszyscy stoją!

– Może mają na dwunastą?

– Pani stoi, przecież mówię.

Najwyraźniej każdy z nich odbył to samo szkolenie.

– Niech tak nie biega. To na nic zda się – słyszę za plecami język staropolski albo dialekt z Wniebowziętych Dziewczyn do wzięcia

ja już trzeci raz. Do córki lecem.

– A ja nie do córki. Do Ameryki Południowej.

– No ja też do Ameryki. Do córki nie chcom mnie puścić. A jom nie chcom do mnie.

– Jak tam mieszka nielegalnie, to pani nie wpuszczą. Nie ma opcji – przypominam sobie formularz.

– Czego nie ma?

– Rady. Nie da rady.

– Ale do córki przecież jadem.

Most w Miami

Bramki

– Pani zdejmie kurtkę i wszystko z kieszeni wyjąć. Tę drugą kurtkę też.

– Kamizelkę?

– I trzecią.

– Wie pani, pod tym żakietem to ja nie mam już nic do zdjęcia, a w kieszeni kamizelki jest szminka. Wyjąć?

– Buty zdjąć. Kurtkę, mówię też.

W drodze na Key West

Przypominasz sobie, że rewizje to zaliczałeś przy innej okazji. Nigdy na mięsnym ani w kolejce po kubańskie pomarańcze.  Ale w tym szczególnym przypadku, na Mięsnej 12  sprzedawczyni ma atak paranoi, w związku z tym podejrzewa cię o przemyt trotylu w skrytce obcasa, a z trotylem do mięsnego nie wejdziesz, choć kupiłeś już zapas szynki – zapas na całe 10 lat – wpłacając online cenę z Pewexu. No i każdy chce mieć szynkę! Więc kolejka za twoimi plecami wpada w stan krytyczny fazy paranoicznej, panika się nasila, mróz wyostrza zmysły w tym przeciągu, bo drzwi się przecież nie domykają, dobrze że nie upały – myślisz – nie byłoby przewiewu i ludzie popadaliby jak muchy. Zwłaszcza ci, którym zdrętwiały łokcie od przytrzymywania teczek pełnych materiałów z podpisami i pieczątkami władz, że pańszczyznę uprawiają na polskim folwarku i przywiązani są do polskiego suwerena. Każdy marzy o szynce i zastanawia się, czy broń i szminkę zostawił w domu, a nawet korkociąg niekoniecznie w scyzoryku. Jest wesoło, gwarno i tłoczno, ale jakoś cię to nie bawi, bo przypominają ci się dramaty Mrożka oraz Kosmos Gombrowicza. Myślisz sobie: Jezu, po co mi ta szynka?!? Przecież byłam grzeczna.

Chciałam tylko do Disneylandu pojechać.

Kongres Waszyngton

Autor: Dominika Sidorowicz

Piszcie do mnie w sprawie przygód! 🙂

Chcesz zainspirować się bardziej? :)