2 488 odsłon22 komentarze

Piękni Państwo Pitt i nad morzem

Podejrzewam, że Nad morzem w wykonaniu Brandżeliny dostanie mało gwiazdek. I wcale mnie to nie dziwi.

Bo to opowieść nieodpowiednia dla tych, którzy nic nie doświadczyli. Raczej rozczarowująca dla miłośników mocnych wrażeń lansowanych przez von Triera (choć podobieństwa są), a jednak film wstrząsający – taki, który by się chciało zapomnieć, a tym trudniej zapomnieć, im bardziej doświadczyło się zła z bliskiej odległości.

A dlaczego dzieci są niebezpieczne? Idźcie do kina, to się przekonacie!Korsyka plac zabaw © fot. D.Sidorowicz

Lubię filmy, w których nie dzieje się nic. I lubię książki, w których dzieje się coś.

Kocham zatem długi, leniwy kadr, który snuje się na ekranie przez 5 minut, przeciągając się jak ziewający kot, który nie ma nic do roboty oprócz ziewania. Kadr, który jak się już przeciągnie, to zastyga w obraz, w którym jedyną zmienną staje się światło albo kąciki ust głównego bohatera wolno podnoszące się do góry i zupełnie nie mające na celu czegokolwiek oprócz powolności. Bo wtedy – pomiędzy jednym nic a drugim nic – zyskuję przestrzeń do oddechu wyobraźni, do dopisania całej historii pomiędzy ustami a brzegiem oceanu.

I nie lubię książek, które grzęzną w śmietnikach niepotrzebnych szczegółów, jakby odbiorca był ślepcem jakimś, który nie pamięta jak wygląda biurko, dlatego biuro musi być opisane z każdej mahoniowej strony biurka z uwzględnieniem mahoniowej odległości od okna i opowiedziane w każdym biurkowym milimetrze. Albo, nie daj Boże, tłok postaci każda z nazwiskiem i rysem powierzchownym na tle historycznym i one wszystkie na raz w swej powierzchowności czynią coś na szybko lub coś na bez sensu.

Dlatego nie lubię Prousta, Jagielskiego i Choszcz. Kolekcja absurdalna i ryzykowne zestawienie. Zbiorem wspólnym jest nadmiar szczegółów. W przypadku Prousta biurka, w przypadku Jagielskiego postaci, w przypadku Choszcz wszystkiego na raz ze szczególnym podkreśleniem frenetycznie mnożących się przecinków każdego kroku.

Zamiast ubezwłasnowolniania odbiorcy, postuluję więc wypuszczenie go na wolność i pozwolenia mu na chwilę dumania pomiędzy każdym akapitem i dopowiedzenia sobie brakujących scen, kształtów i kolorów.

Po prostu są książki, które powinny być filmami i takie, których nie powinno się zmuszać, żeby nimi się stały.Pusta plaża na Korsyce

Toxic story w pięknych okolicznościach przyrody

Angelina Joli pisze swój film jak W poszukiwaniu straconego czasu, czyli kolokwialnie rzecz ujmując, jest nudno. Nie dzieje się w nim absolutnie nic. Choć we wnętrzu głównych bohaterów pisarza- alkoholika i jego chorej psychicznie żony – ex tancerki dzieje się wszystko.

Mocny kontrast. Low key zderzone z high key. Sielska południowa Francja lat 70, je caresse tes jambes zakrada się gdzieś w tle skojarzeń, Brad Pitt mówiący po francusku z amerykańskim akcentem, próbujący za wszelką cenę wpisać się w ów nieśpieszny krajobraz – bezskuteczne i bezsensownie, bo piekło dramatu indoor nie komponuje się gładko, a praktycznie wcale, z wakacyjną pogodą. Podkreśla dysonans.Pusta plaża na Korsyce

Oczywiście widzowie doznają szoku, bo nie po to szli do kina na seks parę. Ciężko przełykać popcorn w takich warunkach.

– O Jezu! Ona ma cycki! A przecież wycięła!
– Ciekawe, co ona kupi w tym sklepie?
– No pewnie coś kupi, a może nic nie kupi?
– Ty! Zobacz, jaka ona chuda! To ona ma w końcu raka czy anoreksję?
– A bo ja wiem? Chyba to i to.
– Dobra! Idziemy! Bo już chyba nigdy nie będą się pieprzyć.Port na Korsyce

I to powiedziawszy, wystawiają na Filmwebie ocenę. 1 gwiazdka, czyli dno.

A to sztuka o (wewnętrznym) umieraniu w pięknych strojach pięknych bohaterów w pięknych okolicznościach przyrody. Jak kończy się młodość i wena twórcza, kończą się nadzieje i nie ma już nic oprócz sztuki, która trzeba tworzyć, a jak nie ma się z czego, to bierze się na warsztat własne życie, rozbebesza, destyluje zło i uwzniośla chorobę psychiczną w kolorowym, pięknym obrazku.

Przy okazji zwróćcie uwagę na ciekawy szkatułkowy myk kompozycyjny. No chyba, że waszym celem są powyższe dialogi. W tym przypadku zjedzcie popcorn w domu.
Pusta plaża na Korsyce

Film jest obrzydliwie wstrząsający

Nudny dramat. Bo każdy dramat jest nudny, dlatego że życie jest ciekawe. Podobno miała to być opowieść o smutku. Wyszła opowieść o złu. Piękna i realistyczna. Bez przegięcia. Właśnie szokująca swoją normalnością. Bitter moon Polańskiego czy Antychryst von Triera, choć właściwie w przypadku tego drugiego reżysera jakikolwiek film, a w przypadku tego pierwszego co drugi, to opowieści poza skalą doświadczeń przeciętnego człowieka. Depresja dla odmiany to stosunkowo powszechne zjawisko. Na ogół prezentowane w jednostronnym ujęciu. Chory jest biedny, cierpiący i należy mu pomóc. Pomóc mu należy niewątpliwie dla swojego własnego dobra i dla dobra otoczenia.

Bo depresja to zaraźliwy rak. Niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Jeden żywiciel mu nie wystarcza. Ta choroba jest zachłanna i psychopatyczna. Nie ustaje dopóki nie dopasuje otoczenia do siebie. Dopóki nie unieszczęśliwi wszystkich. Spróbujcie być szczęśliwi w martwym objęciu kogoś cierpiącego na depresję. On wie, jak na to nie pozwolić. Bo szczęście jest zakazane. Nieszczęścia musi być po równo. Sprawiedliwość ma się dziać!

To film o frustracji, która zamienia się w bezsens fachowo zwany chorobą afektywną jednobiegunową. O zgadze niespełnionych marzeń.

Bardzo prawdziwy.
Zupełnie nie filmowy.
Absolutnie nie hollywoodzki.
Nie przekombinowany.
Nawet zbyt realistyczny.
Ciężkostrawny.
Praktycznie monodram.
Nie działa relaksująco, choć do Francji pojechać warto.

Absolutnie wstrętne dzieło.

***

Jeśli chcecie się poinspirować bardziej na wesoło zajrzyjcie TUTAJ.
Mniej zabawnie będzie TU i TU.

Wszędzie książkowo i egzotycznie 🙂

Autor: Dominika Sidorowicz

Dziennikarz, fotograf, podróżnik. Kolekcjoner przygód i opowieści.

22 komentarze

  • comment-avatar
    Anna Bandura 09/12/2015 (21:25)

    Po przeczytaniu Twojego wpisu mam ochotę obejrzeć ten film!

  • comment-avatar
    Wiola S. 08/12/2015 (11:41)

    Zdecydowanie obejrzę film. Szczerze mówiac gustuję we wszystkich stylach: od komedi po melodramaty. Wszystko zalezy od dnia i potrzeby. Jednak najdłużej pamietam filmy, które maja jakis przekaz. Wydaje mi sie,że w tym przypadku doszukam się pouczającego morału 🙂

  • comment-avatar
    Zastrzyk Inspiracji 08/12/2015 (07:56)

    Ale dobrze napisana recenzja! Z ogromną przyjemnością to zobaczę:)

  • comment-avatar
    Natalia 08/12/2015 (03:57)

    aż chyba z ciekawości obejrzę, bo nie jesteś pierwszą osobą, która zmieszała ten film z błotem 🙂

  • comment-avatar
    Sądecki Włóczykij 07/12/2015 (12:07)

    Brandżelina im starsza tym lepsze filmy wydaje;-)

  • comment-avatar
    Aleksandra Taskin 06/12/2015 (17:17)

    Mnie jednak recenzja nie zachęciła. Nie lubię filmów, w których nic się nie dzieje, z długimi leniwymi kadrami 🙂 Filmy lubię takie, jak książki czyli, w których coś się dzieje.
    A zdjęcia są rewelacyjne.

    • comment-avatar
      Hanging around in Asia 06/12/2015 (18:19)

      Napisałam od serca. Nie po to, żeby zachęcać, tylko podzielić się wrażeniami. A więcej zdjęć z Europy będę przemycać wkrótce – na nowym blogu – bo z Azją to Europa tak się średnio komponuje 😉

  • comment-avatar
    Szymon Król 06/12/2015 (17:00)

    Fajny tekst – tak można najkrócej to podsumować.

  • comment-avatar
    Kołem Się Toczy 05/12/2015 (19:47)

    Niektóre ksiązki powinny byc filamami i odwrotnie. Też mialem kiedys to spostrzezenie na temat kilku utworów Film pewnie zobaczyłbym i tak bez rekomendacji, ale dzieki za nią. Niesłychanie dobrze piszesz, lubie Cie czytać. Serio.

  • comment-avatar
    Katsunetka 04/12/2015 (18:07)

    Recenzja daje do myślenia, przemyślenia czy film obejrzeć czy nie. Dobre.

    • comment-avatar
      Hanging around in Asia 04/12/2015 (23:55)

      Trudna decyzja. Ale ja bym poszła jeszcze raz. Tzn. drugi raz bym nie poszła, ale pierwszy drugi tak ;)))

  • comment-avatar
    Mis Catalina 03/12/2015 (19:11)

    Recenzja tak napisana, że grzech filmu nie obejrzeć!

  • comment-avatar
    Kamila Kołodziejczak 03/12/2015 (15:15)

    Świetnie napisane, ale zdjęcia… Są po prostu cudowne <3

  • comment-avatar
    E.S 02/12/2015 (18:42)

    Po takiej recenzji chyba obejrzę.

Dodaj komentarz