Tajlandia

1 581 odsłon43 komentarze

Kryminał w Bangkoku

Indonezja, Bali, okolice Candidasa
Stoisz na pięknym balkonie pod rozgwieżdżonym niebem; słychać boską muzykę, tak absolutnie doskonałą, że niemal nie do zniesienia. I nagle dzieje się coś strasznego: magiczne dźwięki zmieniają się w ohydną kakofonię. Co się stało? Czy umierasz? No cóż, można tak powiedzieć. Ten straszny odgłos to pierwszy krzyk noworodka: twój. Urodziłeś się znów w ludzkim ciele, nieoddzielnym od wszystkich grzesznych występków popełnionych w poprzednim życiu. I teraz będziesz musiał strawić kolejnych siedemdziesiąt lat na przedzieraniu się z powrotem ku boskiej muzyce. Nic dziwnego, że płaczemy. Czytaj dalej
1 413 odsłon8 komentarzy

Zielone na podróże

Budżet w podróży jest drugorzędny w stosunku do dobrego humoru
Nocne busy azjatyckie to bardzo ciekawa propozycja sprzyjająca integracji. W Indiach, Kambodży, Wietnamie, Laosie i Chinach i pewnie jeszcze gdzie indziej łóżko jest podwójne, a bilet sprzedawany pojedynczo. Teoretycznie gwarancja nietykalności to wykupienie 2 miejsc...chyba, że dokooptują wam Azjatę do trójkąta. Czytaj dalej
3 564 odsłon39 komentarzy

Egzotyczne maski i europejskie wyobrażenia

Plaża na Koh Phangan
Nadmiar bogów, nadmiar mylnych tropów, wszystko nie jest tym, czym się wydaje. Ludzie doznają oświecenia i popadają w ruinę szaleństwa albo innych uzależnień od tanich dragów. A wszystko to w imię wyższego celu. Neurotyczny porządek kast, wartość życia i każdego dnia mierzona pieczątkami, podpisami i kopiami - ordnung, który próbuje utrzymać w ryzach ten potężny chaos. Jakby Śiwa wiecznie walczył z Wisznu, a Brahma drzemał po wyczerpującym dziele stworzenia. Każdego dnia. W każdej sekundzie. Racjonalnie rzecz ujmując, można to zwalić na przeludnienie i tu sprawę zakończyć, ale to bardzo uproszczony wniosek. Czytaj dalej
2 631 odsłon30 komentarzy

Muay thai tango

Lumpini zaczyna kipieć po 21. Tajowie nie przychodzą oglądać piętnastoletnich dzieciaków w klasie juniorów, którzy startują ok. 18.30. Każdy hazardzista - bo Tajowie przychodzą tu grać - wie, że to tylko preludium. Rozgrzewka. Gra wstępna. Nie warto tracić czasu na takie bzdety. Przychodzą tutaj, żeby przegrać całą pensję w jeden wieczór. Albo wygrać, żeby grać dalej. Czytaj dalej
3 502 odsłon17 komentarzy

Azja, kobieta, skuter i 11 sposobów na sukces

Ulica w Chiang Mai w nocy. Kolorowy autobus i skutery.
Tutaj psy mają w genach umiejętność lawirowania pomiędzy pędzącymi skuterami. Co innego kury. W kurę możesz wjechać, więc jeśli nie chcesz potrącić kury, to rozglądaj się za kurami i nie przekraczaj 20 km/h. Kura jest bardzo zadufanym w sobie stworzeniem i wydaje się jej, że porusza się szybciej niż skuter czy samochód. Czytaj dalej
6 830 odsłon31 komentarzy

Me llaman calle. Soi Cowboy. Historia tysiąca i jednej nocy.

Soi Cowboy w Bangkoku to tutejsza ulica czerwonych latarni. Miniatura Patpongu. Soft porno. Prawie eleganckie. Prawie romantyczne. Ta krótka uliczka, przy której mieści się ponoć tylko 40 klubów go go, znajduje się tuż przy stacji metra Sukhumvit. Między Soi Asoke a Soi 23. "Soi" oznacza ulicę po tajsku, a ulice zamiast nazw bardzo często mają po prostu numery. Ta została ochrzczona "pseudonimem operacyjnym" amerykańskiego lotnika (Edwardsa), który w latach siedemdziesiątych ... Czytaj dalej
2 041 odsłon15 komentarzy

Polski foch w niemieckim guesthousie

Kogut w Tajlandii
Tymczasem zasiadłam zrelaksowana w towarzystwie francuskiego amanta oraz soku z granata w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku, bo mail pod wskazany adres został wysłany, a odpowiedź przyszła po chwili - niemiecka, rzetelna, natychmiastowa. Tak jest pokój. Otwieramy normalnie o ósmej rano, ale czekamy na potwierdzonych gości. No problem, Dominica. Czytaj dalej
2 849 odsłon23 komentarze

Szamani z importu

Kobiety w tradycyjnych strojach z Północy Tajlandii sprzedają lokalne wyroby na Khao San Road w Bangkoku.
Spotkanie z szamanem. Inkaskim. Niski. Pękaty. W cywilu. Jak ci Indianie peruwiańscy, co grają na ulicach. Na fujarkach. W pióropuszach. A ten w cywilu. Czerwona koszulka i dżinsy. I tłumaczka – koleżanka – dawno niewidziana. Ucieszyłam się. Widać, że jego hiszpański – język wyuczony. Słychać i czuć. W wibracji każdej sylaby. Dobrze. Jakby szeptucha mówiła piękną polszczyzną, pewnie bym powątpiewała w jej autentyczność. A tak lepiej. Czytaj dalej