fbpx

Azja

2 442 odsłon26 komentarzy

Opium

Złoty Trójkąt, opium, schody świątynne w Luang Prabang
Idziemy we dwie ( bo Tomi już wyjechała) do konsulatu wietnamskiego. Po wizę. Biorę druk, ale jakoś nie mogę się zdecydować. Szkoda mi 70 dolarów. Za 70 dolarów można przeżyć w Laosie tydzień. Całkiem luksusowo. A tu tyle za stempel. W konsulacie spotkam Duńczyka. Odbiera swoją wizę. - I don’t know if I go - mówi na mój widok (intonacja opadająca) i rzuca mi się w ramiona. - He’s just died (zamienia się w histeryczną). - What??? Czytaj dalej
3 223 odsłon42 komentarze

5 błędów poznawczych, czyli fatum na Goa

Południowe Goa. Spacer nad rzekę.
Przejażdżkę z taksówkarzem z lotniska na Goa do Angoda Beach już znacie. Jednak kilka retardacji wcześniej wyszłam z hali przylotów. Wyciągnęłam z bagażu podręcznego butelkę wody przemyconą z pokładu samolotu. I to był błąd. Nie butelka i nie przemyt, ale sytuacja na zewnątrz. Należało na lotnisku przenocować, ale przecież miałam zarezerwowaną budkę na plaży... Czytaj dalej
3 640 odsłon70 komentarzy

Qatar Airways, Kingfisher nie w Doha i rozmówki polsko-indyjskie

Przewóz dóbr na skuterze w Tajlnadii
Wypełniwszy formularz, wszyscy bili się o długopis, udałam się do mniej lub bardziej odpowiedniej kolejki. - Here you are. My questionnaire - powiedziałam do pani w sari, która wcale się nie uśmiechała. Rzuciła okiem na 3 kopie tych samych ( w każdym razie taką miałam nadzieję) odpowiedzi. - Go to the checkpoint nr 4. Next! - wskazała w stronę kogoś ze szwajcarskim paszportem, kto sapał za moimi plecami. Jak to next??? Tak łatwo się mnie nie pozbędzie! Czytaj dalej
3 451 odsłon60 komentarzy

Odcinek pilotażowy – couchsurfing i wiza indyjska

Couchsurfing w wydaniu indyjskim, alternatywna pocztówka z Goa
Godzina zero - czas start! Zapomniałam wystartować chronologicznie, więc nadrabiam...Po wielu odcinkach, kiedy akcja się już  kręci i zapętla na dobre, a ja od dawna jestem w Polsce, przeżywając tutaj niemniej zaskakujące przygody niż w Azji, śpieszę więc z pilotem...tego serialu. Zaczyna się polska jesień. Złota już dawno minęła. Listopad nadciąga nieubłaganie, a ja coraz bardziej chodzę (jak) na szpilkach albo (po) rozżarzonych węglach, nie mylić z popiołem. ... Czytaj dalej
5 437 odsłon117 komentarzy

Aloo gobi, czyli potrawka z kalafiora – przypadek beznadziejny

Indian Tandoori - indyjska restauracja w Kerali. Nie pamiętam, czy serwuje aloo gobi
Indyjska kuchnia jest wizualnie totalnym zaprzeczeniem kolorowej, przeładowanej mniej lub bardziej kiczowatymi formami, stylistyki tego kraju. Jest papką. Najczęściej brązową wpadającą w beż i do tego przaśne, proste placki. W różnych formatach. Jedzenie odbywa się rękami. W połączeniu z papką nie wygląda to zbyt dostojnie. Brązowa breja na palcach zakończonych brudnymi paznokciami. Wkładana do ust. Tylko ja mam takie skojarzenia? Czytaj dalej
4 506 odsłon78 komentarzy

28 koreańskich fryzur i imponująca kolekcja cudów

Kiedy w 1994 roku Generał Kim Dzong Il przejmował władzę po śmierci Wielkiego Walecznego Wodza Kim Ir Sena, powiedzieli, cudów było tylko osiem, ale teraz mają ich dwanaście. Pierwszy to wschód słońca nad Baekdu-san, gdzie urodził się Kim Dzong Il. Drugi - sosny zimą w bazie wojskowej w Dabak, gdzie Kim Dzong Il wpadł na pomysł polityki songun. Trzeci - azalie na wzgórzu Chulryong w pobliżu bazy frontowej, często odwiedzanej przez Kim Dzong Ila. Czwarty... Czytaj dalej
3 594 odsłon59 komentarzy

Zostawcie Titanica

Jerozolima, chłopiec czyta biblię pod Ścianą Płaczu.
Lubię ludzi poprzebieranych za kogoś innego, wystrojonych w niewspółczesność, dumnie obnoszących to, co już było wiek temu, dwa wieki temu. Im się wydaje, że przez to należą do kanonu kultury wyższej, bo stare ma wartość, a nowe to tandeta i kicz. Więc się przebierają za wczoraj. Za pejsy, za mycki, za Rosenbaumów, Rockenfelerów i hochsztaplerów. Czytaj dalej
4 244 odsłon78 komentarzy

Egzotyczne maski i europejskie wyobrażenia

Plaża na Koh Phangan
Nadmiar bogów, nadmiar mylnych tropów, wszystko nie jest tym, czym się wydaje. Ludzie doznają oświecenia i popadają w ruinę szaleństwa albo innych uzależnień od tanich dragów. A wszystko to w imię wyższego celu. Neurotyczny porządek kast, wartość życia i każdego dnia mierzona pieczątkami, podpisami i kopiami - ordnung, który próbuje utrzymać w ryzach ten potężny chaos. Jakby Śiwa wiecznie walczył z Wisznu, a Brahma drzemał po wyczerpującym dziele stworzenia. Każdego dnia. W każdej sekundzie. Racjonalnie rzecz ujmując, można to zwalić na przeludnienie i tu sprawę zakończyć, ale to bardzo uproszczony wniosek. Czytaj dalej