1 532 odsłon45 komentarzy

Święty ogień i ocałe chusty

Islam w mitach, legendach i realu

W przedostatnim dniu dzieła stworzenia Allach powołał do istnienia ogień Samum, który nie dawał ani ciepła ani dymu. Następnie z czystego płomienia (maridż) uformował Dżanna. Ten potężny duch nazwany został Maridż, a jego żona, która również została stworzona z czystego płomienia, Maridża. Dżann zbliżył się do niej i urodziła mu syna, którego nazwała Dżinn.
Dżannowi rodzili się synowie, a Dżinnowi córki. Potomstwo łączyło się ze sobą i w ten sposób pojawiło się siedemdziesiąt tysięcy plemion demonów. Liczba ta powiększała się stale, aż w końcu stały się tak liczne jak ziarnka piasku na pustyni.                                                                                   
                                                                                                                                                                                 Cytat pochodzi z książki Ryszarda Piwińskiego Mity i legendy w krainie proroka.
 A zdjęcie z Masjid Negara w Kuala Lumpur.

Islam w kolorach

Jak z buddyzmu zanurkowałam w islam

Znalazłam się tam przypadkiem.  Tzn. w meczecie z premedytacją, ale Malezji nie miałam w planach. Zastanawiałam się, gdzie się udać dalej z przystanku Bangkok. Karaluchy i szczury w Chinatown doskwierały mi coraz bardziej – zerknęłam pod nogi znad ekranu tabletu, na którym przeglądałam opcje, i tak kupiłam bilet do Kuala Lumpur. Lion Air. Kuszetka wyniosłaby tyle samo. Finansowo.  Niecałe 2 godziny kontra kilkanaście z przesiadkami, jeśli liczyć by w jednostkach czasu. Taką mam zasadę nie tylko w podróży – kalkuluję. W życiu również. Minimalizacja kosztów, maksymalizacja zysków. Oczywiście nie zawsze mi wychodzi, wtedy się wściekam, że nie jestem lepsza w te klocki i moje wysokie standardy psują mi humor. Na szczęście na chwilę.
W tej zasadzie zawiera się również odpowiedź na pytanie, skąd mam pieniądze na podróże. Jadę tam, gdzie najtaniej, chociaż kusi mnie wręcz przeciwnie. Poruszam się po linii najmniejszego oporu. Jeśli nie da się przekroczyć granicy drogą lądową (moją ulubioną drogą, bo bez wątpienia zawsze pełną przygód i niespodzianek oraz tego cudownego szoku wizualno-kulturowego, którego człowiek może doświadczyć, wykonując ten jeden krok do przodu), to trudno. Może w tym zaoszczędzonym czasie zdarzy się inna przygoda?
Autobus na dworcu w Kota Bharu. Islam po malezyjsku.
 W autobusie odjeżdżającym z Kota Bharu w kierunku tajskiej granicy lub na „przejściu dla pieszych”. Pod spodem różne sposoby. Jak przedostać się na drugą stronę ulicy. Grupowo, na parasolkę, na bieg, na slalom.
20150616_141439pasuje
20150616_141428

A właściwie z hinduizmu w islam

Tak naprawdę zamierzałam spędzić 6 miesięcy w Indiach . Milutki hinduizm wydawał mi się bardziej miękki i bajkowy niż wredny, twardy islam. Mimo różnych plotek, a może właśnie ze względu na głuchy telefon, stereotypy i magiczne wyobrażenia trzymały mnie mocno w ryzach czarnobiałej optyki. Bałam się Malezji. Bałam się tych kobiet zniewolonych. Ja wyzwolona, odważna kobieta Zachodu, która przecież nie lubi Europy, bo tu sztywno i ciasno i ordnungi i litania po sznurku powinności od urodzenia przez korporację po śmierć.
Bałam się też muzułmańskich terrorystów. Bo przecież zamachy, dżihad, krucjaty i biada niewiernym. Wszystko, co złe to islam, a wszystko co dobre to katolicka Europa MacŚwiata.
20150516_120003cc
Żartowałam.
Daliście się na to nabrać?
No dobra, przyznaję bez bicia, wcale się nie bałam. Ale na pewno się myliłam. Gdybym zawsze chciała mieć rację, niczego bym nie weryfikowała. Na wszelki wypadek nie wybrałabym się w żadną podróż. Może nawet nie wychodziłabym z domu. Otaczałabym się ludźmi wspierającymi moją rację. Urządzałabym krucjaty i przewodziła marszom przeciwko krucjatom. W każdym razie byłabym nieomylna w swoich sądach i nieustraszona w gromadzeniu dowodów na ich słuszność.

Malezja to nie tylko islam

ale bogaty kraj pełen kontrastów. Infrastruktura, jakość obsługi klienta, transport, drogi to wszystko bije polskie standardy na głowę. W Kuala Lumpur najbardziej eleganckie kobiety, w najdroższych kolorowych strojach to muzułmanki. Makijaż permanentny, torebki od projektantów – powiew luksusu z dziewiątego piętra Galerii Mokotów. Oczywiście w Warszawie takiego nie ma. W tym samym kraju w rejonie przygranicznym z Tajlandią, gdzie spędziłam ramadan – zupełnie inny krajobraz. Bieda, wielodzietne ubogie rodziny, napisy po arabsku – więc człowiek wysiadając na dworcu autobusowym, ma wrażenie, że wjechał do innego państwa. Na ulicach całe grupy dziewcząt w białych strojach – muzułmańskich mundurkach oznaczających uczennice szkoły koranicznej. W ramadanie wszystko zamknięte. Oddzielne kasy dla kobiet i dla mężczyzn.

Z kolei Penang to królestwo Chińczyków, więc dla odmiany wszyscy pijani – totalne rozluźnienie obyczajów.

W tym kraju Hindusi, Malajowie i Chińczycy żyją obok siebie i tworzy się wielobarwna mieszanka kultur. Chińczycy zachowują swoją odrębność, zajmują się handlem, sprzedają alkohol…i narkotyki. Niezależni, niezasymilowani, bezkarni. Za to skonfliktowane nacje to Hindusi i Malajowie, podobnie jak w Indiach, gdzie muzułmanin nie jest pełnoprawnym obywatelem…choćby był Hindusem. Nieoficjalnie słyszy się o dużej ilości prześladowań. Indyjskie sankcje prawne dotyczą mniejszości muzułmańskich. Te z kolei odwdzięczają się zabójstwami murtadd. Też w Malezji. Ktokolwiek, kto chce poślubić muzułmanina/ muzułmankę musi przejść na islam. Oczywiście dzieci z takiego małżeństwa też przyjmują tę religię z nakazu – aktu urodzenia. Za homoseksualizm dokonuje się samosądów. Populacja islamska notuje przyrost skokowy, bo Chińczycy mają mało dzieci, choć nie zabija się już dziewczynek, przynajmniej w Malezji, za to w Indiach w najniższych kastach, oficjalnie zniesionych w latach 50, ten proceder trwa nadal.

Nie kusiłaś losu? Nosiłaś burkę?

Zapytał mnie w wywiadzie dla Natemat bardzo miły dziennikarz, który wykazał się niesamowitą cierpliwością do moich poprawek nie po linii programowej portalu, skutkujących autoryzacją trwającą ponad miesiąc i jednak bardzo znacznym okrojeniem materiału.

– Oczywiście, że nie nosiłam! – odpowiedziałam i po przecinku oraz wykrzykniku, bo to pytanie zawiera zwalającą z nóg presupozycję –

W swoich podróżach po krajach islamskich widziałam może kilka, kilkanaście kobiet w burkach, ale nie byłam w żadnym państwie stosującym prawo szariatu ani w żadnym rejonie skrajnie fundamentalistycznego islamu (mogę podrzuć rozmówców).
Spotykałam kobiety w czadorach i nikabach, z oczywiście obowiązkową abają, ale najczęstszym widokiem na malezyjskich,
tureckich, egipskich, palestyńskich ulicach są chimary, al-amiry, przede wszystkim jednak hidżaby (chusta zasłaniająca jedynie włosy). Te dwa ostatnie nakrycia głowy nosiłam, choć po Malezji poruszałam się zawsze „po świecku”.

Zagadka dla czytelników: w jakich strojach widzicie kobiety na załączonych zdjęciach? Nagród nie rozlosuję 😉

Czarnobiałe fotografie to moja fragmentaryczna dokumentacja wystawy z National Visual Arts Gallery w Kuala Lumpur. To miasto oprócz meczetów posiada imponującą ilość galerii sztuki. Większość oczywiście prezentuje dorobek islamu.

20150516_115830cc

Zdjęcia latynoskiej fotografki są mi bardzo bliskie. W patrzeniu na to, co obce. Możecie porównać z moim pracami z artykułu Zostawcie Titanica.

20150516_120242cckadr

20150516_120139cx

Ciekawe materiały:

Autor: Dominika Sidorowicz

Dziennikarz, fotograf, podróżnik. Kolekcjoner przygód i opowieści.

45 komentarzy

  • comment-avatar
    Agnieszka Ilnicka 13/02/2017 (18:14)

    Do Malezji bardzo chciałabym pojechać, bo słyszałam wiele dobrego o tym kraju. Mam nadzieję, że w końcu się uda. Ciekawa jestem, czy się tam odnajdę!

  • comment-avatar
    brbadventures 10/02/2017 (01:08)

    Myślę, że wiele osób kojarzy islam dokładnie tak jak go opisałaś przez pryzmat zniewolonych kobiet i terroryzmu i jednak ciężko się z tych stereotypów pozbyć szczególnie jeśli nie jeździ w te regiony świata. Niejednokrotnie właśnie muzułmańskie kobiety tak bardzo pozytywnie mnie zaskakiwały, przede wszystkim życzliwością i wiedzą. W moim przypadku wyjazd do Azji odwrócił moje myślenie o 180 stopni, zupełnie inny świat 🙂

  • comment-avatar
    Nikola Tkacz 07/02/2017 (20:46)

    Ciekawy tekst i niesamowite zdjęcia. Obejrzałam je już kilka razy i robią ogromne wrażenie.
    PS Po linii najmniejszego oporu, nie po najmniejszej linii. 🙂

    • comment-avatar
      Hamak Life 07/02/2017 (22:47)

      Faktycznie nielogicznie najmniejsza linia 😉 Prof.Bralczyk nie byłby ze mnie dumny 😛

  • comment-avatar
    Ania (W Różne Strony) 06/02/2017 (19:42)

    Ciekawy artykuł, przybliża tak naprawdę nieznany nam świat.

  • comment-avatar
    Justi 06/02/2017 (19:16)

    Świetny tekst!

  • comment-avatar
    Szymon Owedyk 06/02/2017 (07:45)

    Dużo w tym prawdy!

  • comment-avatar
    Marzena Kud 05/02/2017 (23:08)

    Dałam się nabrać;) W trakcie podroży czasem dopada mnie strach, nie tyle związany z innym wyznaniem, ale z niewiadomym. W Azji europejski sposób myślenia się nie sprawdza i trzeba być bardzo elastycznym. Przyznaję, że w Indiach chodziłam mocno opatulona, byłam zmęczona spojrzeniami.

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 05/02/2017 (23:30)

      Mnie dopada raczej przed wyjazdem, np. teraz 😉 Indie mnie akurat bardzo zmęczyły. Trudno jest w nich być białą kobietą, która nie wspiera się na męskim ramieniu 😉 A o europejskim sposobie myślenia w innych okolicznościach kulturowych napisałam parę artykułów w sekcji poradniki: http://www.hamaklife.com/w-hamaku/poradniki/

  • comment-avatar
    bezpretextu 05/02/2017 (22:55)

    Nawet calkiem twarzowe te chusty, zwlaszcza kolorowe. Podobno w Malezji jest nawet zmienna moda na okreslone wzory hidzabow, podobnie jak w kulurze zachodniej zmienia sie moda na buty czy torebki. Ja jednak jestem nieustannie fanka odcinka jak, w ktorym zostalas modelka iluzji W PENANG 3D TRICK ART MUSEUM:)

     

  • comment-avatar
    Karolina Kary B 05/02/2017 (20:37)

    Ciekawy wpis, piękne zdjęcia. Dobrze się Ciebie czyta, choć mnie w tamte strony zupełnie nie ciągnie 🙂

  • comment-avatar
    Dorota - pieknyplan.pl 05/02/2017 (20:03)

    Ciekawie się czytało, chociaż ta kultura i religia jest mi mocno odległa jeśli chodzi o światopogląd.

  • comment-avatar
    Stazyjka 05/02/2017 (15:18)

    Chętnie odwiedziłabym Malazję, bo Kuala Lumpur robi wrażenie! 🙂

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 05/02/2017 (15:46)

      Robi!!! To niesamowita metropolia, ale polecam też inne miejsca w tym kraju. KL nie jest reprezentatywne dla całości.

  • comment-avatar
    Mama na obcasach 05/02/2017 (14:56)

    Ciekawy wpis… Świetnie dobrane zdjęcia 🙂 będę zaglądać

  • comment-avatar
    Katarzyna Olszyńska 03/02/2017 (08:09)

    Zawsze mnie ciakwiły odległe kultury. Może kiedyś i mi będzie dane podróżować do takich niezwykłych miejsc.

  • comment-avatar
    marinafurdyna 02/02/2017 (14:35)

    O wow, jak mi się u Ciebie podoba! Co do pytania- niestety nie znam poprawnej odpowiedzi, mało wiem o tej kulturze, ale mam nadzieję, że dowiem sie od Ciebie 🙂
    Pozdrawiam, Marina

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 03/02/2017 (03:07)

      Poczekamy, może ktoś odpowie 😉 A jak nie to zrobię artykuł instruktażowy z legendą 😉

  • comment-avatar
    Marcela Nowak 02/02/2017 (14:35)

    bardzo ciekawy post, szczególnie po tym, co dzieje się u nas w stanach. Blog przefajny! będę wpadać

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 03/02/2017 (02:47)

      I chyba się nasila? Ostatnio miałam do czynienia z ambasadą USA (jakąś satyrę na ten temat piszę 😉 i stopień natężenia podejrzliwości znacznie wzrósł…albo może ja stałam się mniej tolerancyjna …wobec zaskakujących zachowań poza skalą 😉

  • comment-avatar
    Zołza z kitką. 01/02/2017 (17:50)

    Dla wielu z nas islam jest straszny. Przez media, które dostarczają wyłącznie złych informacji.
    Ale czego my wymagamy? Nie trzeba sięgać daleko – przecież Polakom w UK też się tylko krzywda dzieje. A ja byłam, żyłam, wróciłam – nic złego mi się nie stało, a przywiozłam tylko całą masę wspomnień.

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 03/02/2017 (02:59)

      Wszystko zależy od tego, na co ustawimy naszą optykę. Można czuć się ofiarą, praktykować malkontenctwo, pielęgnować swoje lęki…nad taką osobą łatwo przejąć kontrolę lub myśleć niezależnie, obserwować i patrzeć na jasną stronę. Wtedy życie jest nie tylko przyjemniejsze, ale i łatwiejsze. Człowiek się rozwija. W ataku się osłabia, tak samo jak w lęku. Długo byłaś? Może wpadłabyś do mojej audycji z opowieścią o UK? 🙂

  • comment-avatar
    ProstooFinansach 01/02/2017 (17:18)

    Niesamowite wrażenie na mnie zrobiła Twoja opowieść. Inny świat, inny ludzie. I do tego jeszcze super zdjęcia. Można sie było przez chwilę poczuć daleko od domu. 🙂

  • comment-avatar
    Maria Skłodowska 01/02/2017 (17:06)

    Bardzo ciekawy wpis i zdjęcia. A przechodzenie przez jezdnię – to musi być wyzwanie 😉

  • comment-avatar
    Joaśka 01/02/2017 (15:46)

    Piękne zdjęcia i bardzo wciągający tekst!

  • comment-avatar
    MisCatalina 01/02/2017 (15:03)

    Super 🙂 Co do sposobów przechodzenia przez jezdnię, kiedyś w Wietnamie policjant powiedział mi, żebym nawiązywała kontakt wzrokowy, a ja się zapytałam jak mam to zrobić równocześnie z 100 kierowców? Popatrzył na mnie dziwnie i przeprowadził przez jezdnię 😉

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 01/02/2017 (15:45)

      Dobre! 😛 Ale rzeczywiście kontakt wzrokowy działa. Działa również po prostu wychodzenie na ulicę. Pojazdy cię wymijają, zatrzymują się. Tylko w Polsce nie polecam próbować! Paradoksalnie przechodząc przez azjatyckie ulice, nabawiłam się takiej niebezpiecznej pewności – zaufania do kierowców i potem, jak po pół roku wylądowałam w Warszawie ( w dodatku z odruchem patrzenia w odwrotnym kierunku – tam jest ruch lewostronny), to przez pierwszy tydzień omal nie zostałam rozjechana kilka razy!

  • comment-avatar
    klaudiawaryszaklubas 01/02/2017 (14:53)

    Mnie przyciągnął temat artykułu. Ludzie często boją się tego, czego nie znają. Podobnie jest z islamem. Mam znajomą, która jest uchodźczynią z Iraku, jest muzułmanką. Jest lekarką, robi doktorat i specjalizację z chirurgii ogólnej. Nakręciłam z nią reportaż. Rozwiewa w im wiele stereotypów, które powszechnie krążą.

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 01/02/2017 (15:39)

      Można go gdzieś zobaczyć?

      • comment-avatar
        klaudiawaryszaklubas 01/02/2017 (16:13)

        Tak. Można go zobaczyć tutaj https://www.youtube.com/watch?v=ha7QepqNhg8
        To mój pierwszy reportaż i jest trochę amatorski i nie afiszuję się zbytnio nim. Miałam problem z dźwiękiem w drugim wywiadzie bo był robiony na szybko, tuż przed obroną ;D

        • comment-avatar
          Dominika Sidorowicz 03/02/2017 (02:43)

          Bardzo ciekawy materiał! Obrona na filmówce?

          • comment-avatar
            klaudiawaryszaklubas 03/02/2017 (07:58)

            Nie, co Ty. Za ten kiepski dźwięk to by mnie chyba wyrzucili z filmówki 😀 Ukończyłam Teksty Kultury i Animację Sieci na KULu 🙂

          • comment-avatar
            Dominika Sidorowicz 03/02/2017 (12:40)

            Jako do dźwiękowca mogliby się czepnąć 😉 Ciekawy kierunek i fajnie, że można takie materiały załączać jako pracę dyplomową 🙂 Ja na animacji kultury nie miałam takiej możliwości.

  • comment-avatar
    Justyna Ck 31/01/2017 (20:45)

    Po pierwsze zwróciłam uwagę na intrygującą oprawę fotograficzną. Duży plus! Ale ujęło mnie też coś innego. Mamy zdaje się podobny styl funkcjonowania w podróży; wyciągając z niej co najlepsze, traktując jak kolejną przygodę, bez biadolenia o względnych urokach choćby finansowych. Ja bywam głównie w podróżach górskich ”po najniższej linii oporu” 🙂 Ciekawy blog, ciekawe spostrzeżenia, będę zaglądać.

  • comment-avatar
    Kasia 31/01/2017 (16:34)

    Tak się wszyscy boimy tego islamu, ale tak na serio to nie ma czego. Na początku stycznia poleciałam ponurkować w Egipcie i co chwilę słyszałam pytania czy się nie boję, czy tam jest bezpiecznie. Tak szczerze, to obecnie chyba bezpieczniej jest tam niż w Europejskich stolicach.
    Piękne zdjęcia Hamaczku! Dawno mnie tu u Ciebie nie było 😉

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 31/01/2017 (16:51)

      Musisz ponadrabiać 😉 A tak serio, to na pewno w Egipcie ze względu na medialne plotki i wyolbrzymienia jest teraz sporo taniej ostatnio i przyjemniej (mniej tursytów) i pewnie bym się wybrała, gdyby nie to, że frenetycznie szukam biletów do Ameryki Południowej na zaraz 😛 Ostatnie zdanie to de facto motto wszystkich wywiadów, które udzielam ostatnio. Bałagan robi się na cudzym podwórku, bo na własnym się nie opłaca 😉

  • comment-avatar
    Marta Kraszewska 31/01/2017 (15:06)

    Dlaczego tak dlugo do Ciebie nie zaglądałam? Świetna historia, genialnie opisana. Sposób na parasolke zalapal dopiero na drugim zdjęciu:)

    Pozdrawiam i wielu kolejnych podróży!

  • comment-avatar
    Iwona Siekierska 31/01/2017 (14:59)

    Fajny blog, fajne zdjęcia:)

  • comment-avatar
    Lucyna 31/01/2017 (14:57)

    Cóż, podziwiam Cię za odwagę i chęć poznawania innych kultur. Miałam zapytać, czy nosiłaś odpowiednie stroje, ale uprzedziłaś moje pytanie, bo doczytałam, że o to samo zapytał Cię dziennikarz. Chyba jednak nie chciałabym pokonywać autostrady!

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 03/02/2017 (03:05)

      🙂 Można iść do najbliższej kładki, która jest bardzo daleko. W centrum dużych miast są oczywiście sygnalizatory świetlne, natomiast Malezja jest krajem z małą ilością chodników. Pod tym względem jest bardzo amerykańska. Każdy jeździ samochodem lub skuterem. Chociaż jak się popatrzy przez pryzmat sąsiednich państw tych rejonów, to nie pamiętam takich obrazków, żeby przez ulice przelewały się fale dwuśladów.

  • comment-avatar
    Mama AsiaLM 31/01/2017 (14:49)

    Świetny i ciekawy wpis. 🙂 Fajnie się ciebie czyta, będe zaglądać 🙂

  • comment-avatar
    Baba Jedna 30/01/2017 (15:55)

    Jak zwykle u Ciebie spora dawka inspiracji i ładnych „obrazków”. Swoją drogą sposób na parasolkę dobry, muszę wypróbować.

    • comment-avatar
      Dominika Sidorowicz 30/01/2017 (22:48)

      Parasolki w Malezji bardzo się przydają. Zwłaszcza od maja, czerwca. Chociaż w sumie schnie się równie szybko, co moknie znienacka. Może dłużej, jak się jest ubranym od stóp do głów 😉 A przechodzenie przez ulicę, to oddzielna historia. Nie ma nie tylko przejść dla pieszych, ale nawet chodników. Do wyczynów wyższej acz codziennej rangi należy przedostanie się na drugą stronę 4 pasmowej autostrady (dwukierunkowej, chociaż po drodze pomiędzy kierunkami jest taka barierka, na której można się zatrzymać). Można przywyknąć. Tylko potem lepiej nie próbować w Europie 😉

Dodaj komentarz