Malezja

1 301 odsłon43 komentarze

Orzeszki, banany i Chińczyk w czerwonej czapeczce

Cameron Highlands
- One person? One beautiful person? - Chińczyk w czerwonej czapeczce radośnie się wyszczerzył na mój widok - I have one bunk bed for one beautiful person. Obejrzałam się za siebie. Hindusa już nie było. Chińczyk bez zmian. Wziął mój bagaż i pokazał mi pokój. - Here, I need your signature. 19 ringits plus tax - wyjął kalkulator - 21, 78. Ok, let’s make it 20. Otworzył szufladę i wyciągnął z niej tabliczkę: SORRY, WE ARE FULLY BOOKED i umieścił ją w szybie hostelu pod wesołym Chińczykiem. Czytaj dalej
1 531 odsłon45 komentarzy

Święty ogień i ocałe chusty

Prace fotograficzne kolumbijskiej fotografki na wystawie w Kuala Lumpur
W tym kraju Hindusi, Malajowie i Chińczycy żyją obok siebie i tworzy się wielobarwna mieszanka kultur. Chińczycy zachowują swoją odrębność, zajmują się handlem, sprzedają alkohol...i narkotyki. Są niezależni, za to jest duży konflikt pomiędzy Hindusami i Malajami, podobnie jak w Indiach pomiędzy hindusami a muzułmanami. Nieoficjalnie słyszy się o dużej ilości prześladowań, de facto mówią o zabójstwach murtadd. Czytaj dalej
1 091 odsłon8 komentarzy

Godzina w Chile i parę miesięcy w Malezji

Komary na Tioman tną, jakby udały się na dyskotekę pełną ponętnych ciał. To w zasadzie nie komary, na nie działa deet (w miarę), ale meszki, które obsiadają człowieka w ciągu 30 sekund minimalnego bezruchu. Chyba są radioaktywne? Żywią się chemią, bo przecież skóra zabezpieczona toksycznym filtrem powinna być dla nich niejadalna. A może pot zmywa gorzko-kwaśny film repelentu, bo po tej stronie półwyspu malezyjskiego panuje klimat sauny... Czytaj dalej
1 413 odsłon8 komentarzy

Zielone na podróże

Budżet w podróży jest drugorzędny w stosunku do dobrego humoru
Nocne busy azjatyckie to bardzo ciekawa propozycja sprzyjająca integracji. W Indiach, Kambodży, Wietnamie, Laosie i Chinach i pewnie jeszcze gdzie indziej łóżko jest podwójne, a bilet sprzedawany pojedynczo. Teoretycznie gwarancja nietykalności to wykupienie 2 miejsc...chyba, że dokooptują wam Azjatę do trójkąta. Czytaj dalej
4 862 odsłon9 komentarzy

Tęsknota za rzepakiem

Krajobraz górski w Vang Vieng w Laosie
Nie czuję się turystą. Nigdy się nim nie czułam. Nie pociągają mnie atrakcje turystyczne. Co nie znaczy, że nie lubię atrakcji, ani że nie lubię wi(e)dzieć. Wolę czuć, a potem katalogować wrażenia i wyciągać z nich wnioski. Cieszy mnie "ładnie" i niezmiernie ekscytuje "ciekawie" i "inaczej". Takie połączenie skutkuje efektem "acha!" albo "eureka!" albo "wiem, że nic nie wiem" - wszystkie moje ulubione. Z takim nastawieniem zawsze wyruszam w drogę. Czytaj dalej
4 077 odsłon58 komentarzy

Aloo gobi, czyli potrawka z kalafiora – przypadek beznadziejny

Indian Tandoori - indyjska restauracja w Kerali. Nie pamiętam, czy serwuje aloo gobi
Indyjska kuchnia jest wizualnie totalnym zaprzeczeniem kolorowej, przeładowanej mniej lub bardziej kiczowatymi formami, stylistyki tego kraju. Jest papką. Najczęściej brązową wpadającą w beż i do tego przaśne, proste placki. W różnych formatach. Jedzenie odbywa się rękami. W połączeniu z papką nie wygląda to zbyt dostojnie. Brązowa breja na palcach zakończonych brudnymi paznokciami. Wkładana do ust. Tylko ja mam takie skojarzenia? Czytaj dalej
2 332 odsłon12 komentarzy

This is the final call

Widok z okna samolotu, który wzbija się nad Kuala Lumpur.
- And if we miss the plane? - pytam, zaglądając w spojrzenie ze stali. Nie wiem, skąd zaglądam. Jaki to był kąt patrzenia? Czy przekątna stołu obok zegara, czy mozaika miękkiej podłogi, gdzie schylając się, sięgam po drugą butelkę z wodą - tę, która nie eksplodowała, czy odwracam się prze lewe ramię z fotela pasażera z autopista del sur. - Then I'll join you - odpowiada. Zamykam oczy i pamiętam, że to już było. Jak je otwieram, słyszę komunikat z megafonu snu: This is the final call Czytaj dalej
3 018 odsłon33 komentarze

Will you marry me?

Sobotnią nocą pod wieżami Petronas w Kuala Lumpur odbywa się widowiskowy spektakl podświetlanych fontann tańczących w rytm muzyki.
- On nie żartuje. To wariat z Bangladeszu albo z Pakistanu, zapomniałam. I naprawdę szuka żony z Europy albo Stanów. Ja mam chłopaka. To odpada, ale żarcie jest zajebiste! - Niemka grzebie widelcem w plastikowej torebce, próbując nadziać na plastikowe widełki orzeszka. - Nie chcę jechać do Kataru albo Emiratów jak mój stary. Traktują nas tam jak śmieci. Nie wybrałem sobie miejsca urodzenia i nie odpowiadam za mój kraj. Ojciec dał mi wszystkie pieniądze, żebym sobie kupił paszport - chłopak zaczyna swoją płaczliwą litanię. Czytaj dalej